Wykreślone z listy - WENECJA! :) - Siostry ADiHD
Z życia wzięte

Wykreślone z listy – WENECJA! :)

Kolejną, wymarzoną destynacją była od dawna Wenecja. Miasto słynące ze swych kanałów, zabytków i niepowtarzalnej atmosfery. I tym razem Jacek nie zawiódł kupując tanie bilety z pomocą wakacyjnych piratów jak i też zarezerwował niesamowity apartament przez AirBnB. Do Modlina dotarliśmy dwoma autami, gdyż Jacek po powrocie, bezpośrednio z lotniska jechał na rozpoczęcie sezonu żeglarskiego na Mazury. Dotarliśmy o czasie, chociaż z mniejszym zapasem niż poprzednim razem lecąc do Rzymu. Ilona z Jackiem żegnając się z Polską zjedli po schabowym z ziemniakami. Odprawa w wersji przyśpieszonej i jesteśmy w samolocie. Tak, oczywiście Ilona poprawiła schaba piwkiem. Wiernie dotrzymywał Jej kroku mój Jacek. Lądujemy Wenecja Treviso, które jest dość znacznie oddalone od naszego lokum, znajdującego się w historycznym centrum. Tutaj znów mamy kilka metod dostania się tam. Jedną z nich jest autobus dojeżdżający do Pizzale Roma. Kurs w dwie strony kosztuje 22 euro. Jest to całkiem przystępna cena w porównaniu do 76 euro za taxi, plus nikomu nieznana opłata za ‘dodatkowy’ bagaż, którego nam na pewno nie brakowało. Podróż autobusem przebiega sprawnie i szybko. Wysiadamy po niecałych 40 minutach i pieszo ruszamy do naszego apartamentu, od którego dzieli nas tylko jakieś 550 metrów i ku naszej uciesze – jeden mostek. Miara ‘mostków’ w dalszej części opowieści stanie się wyjątkowo ważna.

Apartament przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Trzy duże pokoje, dwie łazienki, obie z prysznicami i zupełnie nowa kuchnia. Każdy pokój łącznie z kuchnią posiadają balkon, a całe mieszkanie klimatyzację. Ulica i podwórko są typowo weneckie, ale to co je odróżnia od reszty miasta to spokój. Zlokalizowane jest przy głównym moście, a jednak na uboczu. Idealnie. Już nie wspomnę jak wspaniałym człowiekiem jest Irene będąca właścicielem mieszkania, bo zaczniecie mnie podejrzewać o personalne koniugacje 😀 Link do apartamentu macie tu 🙂

Po przyjeździe Jacek z Iloną poszli na zakupy, a ja nas rozpakowałam. Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Nastepnego dnia po tradycyjnym włoskim śniadaniu, ruszyliśmy na podbój historycznej części miasta. Ustalmy pewną rzecz – Wenecja to nie jest miejsce dla ludzi z małymi dziećmi, a dokładniej dla wózków. Ta ilość mostków… a każdy z nich to schodki, a każde schodki to noszenie, a każde noszenie to płacz Ignasia, bo nie cierpi być w wózku, który jakoś dziwnie lewituje w powietrzu. Po trzynastu mostkach dotarliśmy na Plac Świętego Marka, pod Sąd Najwyższy i na Most Westchnień. Zaraz za kolejnymi trzema mostami, które miały podjazdy, tylko nieczynne, usiedliśmy coś zjeść. I tu wspólnie stworzyliśmy nowy plan działania, który zawierał opcję podróży z wózkiem.

Zdecydowaliśmy się wybrać w kolejnych dniach tramwajami wodnymi na Murano, Burano i Lido. To była bardzo dobra decyzja. Murano i Burano obskoczyliśmy jednego dnia. Obie wyspy są wyjątkowo urokliwe, z czego ta druga zachwyciła nas mnogością swych kolorów. Spacerowaliśmy po niej długo i z wielką przyjemnością. Powrót do domu, wieczorne zakupy spożywcze i włoska
uczta, pełna salami, mortadeli, focaccia i inne specjały. A to wszystko na balkonie…

To właśnie te chwile, z dala od tłumu turystów, przez krótki moment, pozwalają nam poczuć się jak u siebie. A czy to nie właśnie o to chodzi w podróżach?

Następnego dnia po śniadaniu ze szparagami, szynką parmeńską i jajkiem sadzonym (przepis znajdziecie TUTAJ) ruszamy na Lido. Cel jeden – plażowanie. Wsiadamy do tramwaju wodnego, ten w odróżnieniu od tych na Murano i Burano, zatrzymuje się na każdym przystanku. Okrążał całą Wenecję. Wystarczyło spojrzeć na otaczających nas ludzi by wiedzieć, że to ‘autobus miejski’ i jesteśmy wśród lokalnych. I wiecie co? Było to cudowne! Te wszystkie starsze Panie zaglądające do wózka i uśmiechające się z rozczuleniem w oczach. Ci Panowie w drodze do pracy nie mogący odmówić sobie pantomimy przed Ignacym polując na jego jeden uśmiech. To były Włochy, a my przez moment poczuliśmy się częścią Wenecji. Lido przywitało nas zupełnie odmienną zabudową. Bliżej tej wyspie do jednego z hiszpańskich kurortów niż do historycznego miasta. Plaża ciemna, gęsto usłana wyrzuconymi na brzeg muszelkami. Momentami tak mnogo, że przysłaniały one zupełnie piasek. Nie była to przyjemna nawierzchnia do spacerowania.

Po całym dniu plażowania, wróciliśmy do ‘domu’. Tu powtórka z rozrywki, czyli włoskie przysmaki. Jeszcze długo nie mogliśmy zasnąć wymieniając spostrzeżenia z tego wspaniałego dnia, a skracając, z niesamowitej podróży. Ostatni dzień to ostateczna próba przebicia się przez tłumy i schody… Polegliśmy niewiele dalej niż historyczny most Ridal. Z resztą nie było sensu iść dalej, bar był zaraz za nim 🙂 Jacek i Ilona raczyli się pysznymi, owocowymi drinkami… A ja soczkiem. Wieczorem jest pora na typowo wenecką atrakcję, wycieczkę gondolą. Wachlarz możliwości jest szeroki jak i też cennik. Tu ceny zaczynają się od 100 euro za 30-40 minut po 300 euro za przepłynięcie Grand Canal i frontu wyspy. Wybraliśmy najtańszą opcję i słusznie, bo to żadna rewelacja. To jest coś co po prostu w Wenecji trzeba zrobić.

Powrót do apartamentu, pakowanie. Wszystko przebiega sprawnie, więc zostaje nam czas na ‘ostatnią wieczerzę’. Uczta trwa długo, a my mamy coraz to nowe spostrzeżenia odnośnie Wenecji. I jak bardzo byśmy nie starali się być jej przychylni, to konkluzja końcowa jest jedna – za dużo turystów, za dużo schodów dla wózka, za drogo. Jedzenie w porównaniu z Rzymem było słabe. Atrakcje historyczne interesujące, ale przez mnogość turystów, mało dostępne. Szczególnie z dzieckiem. Co do wycieczek na Murano i Burano, absolutnie warto – tylko należy pamiętać o wykupieniu biletu dobowego, bo cztery razy pojedyńcza podróż to 30 euro a całodniowy to 20 euro. A jeżeli chodzi o wyprawę na Lido, to zgodnie z instrukcjami naszej skokoholiczki Ani, wypada wziąć taksówkę z hotelu …. i popłynąć na wyspę. Troszkę drożej, ale za to człowiek czuje się jak w filmie o Bondzie z obsługą pomagającą wsiadać i wysiadać z motorówki.

         

Mamy do Was pytanie. Jakie destynacje polecacie na podróż z niemowlakiem?

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Mdź
    24 maja 2018 at 08:42

    Fajnie by było jakbyście podpisywały w co jesteście ubrane 😀

  • Reply
    Iza
    11 maja 2018 at 20:44

    Świetnie, że tak szczerze o wszystkim opowiadacie! Nie owijacie w bawełnę i jeśli coś naprawdę się wam nie podoba to mówicie o tym otwarcie a nie ściemniacie jak to jest pięknie jak z obrazka uwielbiam wasze wpisy.

  • Reply
    Anonim
    11 maja 2018 at 20:28

    Ile Ignas już waży?

  • Leave a Reply