Z życia wzięte

Szkoła rodzenia – hit czy kit?

Zacznę od tego, że ja też na początku miałam wątpliwości czy to ma sens. Nasze Mamy, Babki i ich babki dawały sobie radę tylko w oparciu o instynkt. Moje wyobrażenie i doświadczenia sprowadzały się do tego co widziałam w filmach. Obawiałam się bycia poddana weryfikacji i przydatności jako przyszła mama na forum grupy. Od zawsze bardzo ambitnie podchodziłam do każdej formy nauki i nie inaczej jest i było w temacie porodu i dziecka.Jednak

Po szczegółowym rozeznaniu wśród moich koleżanek i koleżanek koleżanek, wszystkie drogi prowadziły do szkoły rodzenia Milk!

Zatem do dzieła, na pierwsze spotkanie pojechałam razem z Jackiem. Lokalizacja, to ścisłe centrum Łodzi, a jest tu jednak cicho i spokojnie ze względu na ograniczenia w ruchu na ulicy Kopernika. Piękne lofty, schludna klatka, to szczegóły, ale pozwalają już na wejściu poczuć się komfortowo. Drzwi otwiera nam założycielka Milka – Magda. Ciepła, uśmiechnięta i zaskakująco młoda jak na pełnioną przez siebie funkcję.

Szkoła Milk zapewnia nam wszystko czego do nauki potrzebujemy. Poczynając od kompleksowo wyposażonej kuchni, gdzie znajdziemy wszystkie napoje świata w nielimitowanych ilościach, przez higieniczne i przystosowane dla dzieci toalety, po pufy, pomoce dydaktyczne, specjalistyczną prasę jak i małe manekiny – niemowlaki 🙂 Jest przytulnie, czysto, ale domowo. Człowiek nie czuje się jakby został rzucony w nowe miejsce, a to ważne. Usiedliśmy na pufach w komfortowej pozycji i zaczęliśmy rozmawiać.

Magda powiedziała nam, że jest położną z dziesięcioletnim stażem, mamą dwóch synów oraz ciekawą świata i nowinek z zakresu położnictwa dziewczyną (cały czas jeździ na szkolenia :D). Sondowała co już wiemy. Jak się okazało, wiedzieliśmy sporo, ale była to wiedza niepełna (no dobra Jacek wiedział więcej…wrrr…:)). Zgłębienie niektórych aspektów okazało się konieczne. Już na pierwszym spotkaniu przyszło ogromne zaskoczenie, jedno z wielu jakie przyniosły nasze spotkania.  Wspólny poród nie jest dla wszystkich! Są pary, które w sytuacjach zwiększonego napięcia działają na siebie jak płachta na byka. Po co na sali porodowej dodatkowy stres w postaci partnera, który nie tylko nie umie mimo dobrych chęci pomóc, a tylko denerwuje ciężarną? To żaden obowiązek, ani żadna ujma na honorze. Po prostu tak bywa. Wtedy lepiej wziąć mamę, koleżankę, siostrę lub DOUL’ę. Ale też wytłumaczyła nam na czym polega rola partnera lub osoby towarzyszącej w porodzie. 90% sukcesu to zadbanie o komfort rodzącej. To zapewnienie jej napoi, smakołyków, środków higienicznych, ale też takich prozaicznych rzeczy o których nie wiedzą wszyscy jak odpowiednie oświetlenie, muzyka, zapachy. Czasem jest to ta ulubiona, wygodna poduszka – osoba uczestnicząca w porodzie musi o tym wiedzieć. Ucieszyliśmy się kiedy stwierdziła, że dobrze na siebie oddziałujemy i uważa, że powinniśmy być razem przy porodzie. Ja absolutnie nie mam z tym problemu, Jacek o tym marzy, zatem zobaczymy jak to będzie w rzeczywistości…:D  Oczywiście na zajęciach przeszliśmy też do praktyki oddychania oraz współpracy między mną a Jackiem. Próbowaliśmy różnych pozycji i technik oddechu. Kiedyś się z tego śmiałam, z tych ćwiczeń oddechowych, jednak im bliżej porodu tym mniej mi do śmiechu, szczególnie kiedy dzwonią do mnie koleżanki, które dopiero co zostały mamami i wszystkie wspólnie powtarzają „Milka, jedyne co mogę Ci poradzić to nie zapomnij o oddechu”. I tak sobie pomyślałam… coś w tym musi być, w końcu musimy dotlenić maluszka, który nadal jest w brzuchu, nie chodzi tutaj tylko o nas (chociaż z drugiej strony regularny poprawny oddech uśmierza ból). Wierzcie mi, teraz ten oddech ćwiczę… zresztą jestem trenerką i mam świadomość tego jak jest on ważny podczas wykonywania ćwiczeń. Nie wiem co wcześniej bawiło mnie w tych ćwiczeniach oddechowych, chyba za dużo filmów ze scenami ze szkół rodzenia. Jednak teraz drogie przyszłe mamy wiem jedno! Oddech to podstawa! Wmówiłam to sobie do łba, że o nim nie zapomnę i nie spanikuję.

Magda podczas pierwszego spotkania wręczyła nam również listę rzeczy niezbędnych podczas porodu oraz w tych pierwszych dniach życia dziecka. Dodatkowo wspólnie przeszliśmy przez całą listę wyprawkową, pomyśleć, że wtedy nie wiedziałam do czego niektóre akcesoria służą… SHAME! hahaha Po pierwszym długim spotkaniu, bo trwało ponad 3h, wiedzieliśmy, że chcemy tam wrócić. Szczerzę obawiałam się trochę, że zaczną nam wpajać dziwne idee, typu nie jedz tego i tego, leż, nie pracuj itd…. Ufff jak dobrze, że mają świeże podejście do macierzyństwa.

Kolejne dwa spotkania poruszały tematykę typowo kobiecą, więc Jacek nie został na nie zaproszony. Połóg i laktacja. Tematy ciężkie, ale przedstawione w bardzo przystępny i delikatny sposób. Zrozumiałam, że to czas w którym przede wszystkim muszę uporać się ze swoją głową, a konkretnie z hormonami które spadają, a inne szybują pod sufit. Dowiedziałam się jak dbać o siebie w tym pierwszym czasie i co robić by przejść przez ten okres możliwie łagodnie. Magda zaproponowała, by następne spotkanie miało miejsce u nas, kiedy już wyprawka będzie gotowa. Zaprosiliśmy ją całkiem niedawno i  używając zakupionych przez nas produktów, akcesoriów przeszliśmy szkolenie z pierwszej kąpieli, która jak się okazuje nie należy do łatwych. Dodatkowo poruszyliśmy temat jak przewijać naszego szkraba i co jest nam do tego potrzebne, cała masa sposobów jak trzymać dziecko by nie zrobić mu krzywdy itd. Sprawdziliśmy jeszcze raz wspólnie to co mamy już kupione, a czego nam brak. Okazało się też, że wiele rzeczy jest zbędnych lub też nawet niewskazanych. By nie przeciągać tych szczegółów w nieskończoność, przejdę do puenty.

Uważam, że szkoła rodzenia, a w szczególności Milk to absolutnie wspaniałe miejsce dla przyszłych rodziców. Wiem, że na temat porodów i macierzyństwa jest milion publikacji, artykułów i książek, przerażających forów i grup na fb. Idzie tam zwariować i w oparciu o te publikacje tylko bardziej skołowaną iść na poród. Ale po co? Skoro jest ktoś taki jak Magda, kto powie nam wszystko. Przez 10 lat odbierała porody, wie czego się spodziewać i jak ułatwić nam przejście przez ten czas. Jacek i ja słyszeliśmy tyle razy ‘nie warto!’ – ‘zmarnowany czas!’ – ‘nie idźcie tam!’ – ‘przecież ja wiem jak to zrobić’. Ja w sumie też wiem. Ale to trochę jak z nauką jazdy na snowboardzie. Możesz wypożyczyć deskę, obejrzeć tutorial na youtube i później metodą prób i błędów nauczyć się jeździć. Ze złymi nawykami, bez klasy, z obolałym tyłkiem, kolanami i nadgarstkami. Lub też wziąć instruktora i od początku zrobić to dobrze. Zaoszczędzić sobie przykrych niespodzianek i zminimalizować ból. Już nie możemy się doczekać kolejnej wizyty Magdy… Bo będzie ona miała miejsce kiedy Ignaś będzie z nami 🙂

Jeżeli ktoś chciałby się bardziej wgłębić w temat to wbijajcie na www.milk.edu.pl Oferują oni spotkania indywidualne jak i grupowe (jednak są to małe grupy). Dodatkowo organizują wiele dodatkowych warsztatów.  My wzięliśmy udział w warsztatach z ratownikiem medycznym – „Bezpieczny maluch”, jednak tematów poruszają wiele więcej (Mlekoteka, Chustonoszenie, Zdrowie intymne kobiet itd.) więc to nie koniec naszej przygody z Milkiem 🙂

 

  1. Czy ktoś z Was brał udział w warsztatach bądź w lekcjach w szkole rodzenia?

  2. Jak było z pierwszą kąpielą? Poszło gładko czy rzeczywiście nie wspominacie tego najlepiej?

You Might Also Like

6 komentarzy

  • Reply
    Młoda mama
    28 grudnia 2017 at 19:07

    Ja też sceptycznie podchodziłam do tematu szkoły rodzenia, tez wybrałam MILK, i tez jestem zachwycona! Magda zamiata 🙂 33tc, ale już jesteśmy zwarci i gotowi
    Pozdrowienia dla świeżo upieczonych rodziców i maluszka 🙂

    • Reply
      SiostryADiHD
      29 grudnia 2017 at 00:14

      Oooo patrz :)))

  • Reply
    Ewelina szczęśliwa mama Oskarka
    12 grudnia 2017 at 20:06

    U nas obyło się bez szkoły rodzenia. Uczyliśmy się z maluszkiem siebie nawzajem. Wiemy kiedy płacze bo ma mokro, kiedy jest głodny, kiedy mu niewygodnie a kiedy chce się przytulic. Niestety u nas w drugiej dobie pojawił się problem kolek. Pomagała tylko suszarka. Teraz Oskar skończył 3 miesiące i problem minął . Ale najgorszy był widok jak maluszek płakał a potrafił przez godzinę i nie było ratunku żeby mu pomóc. Żadne kropelki nie pomagały szumis tez nie dał rady, rade dawała tylko suszarka bo miała ciepłe powietrze. Nikomu żadnemu dziecku ani rodzicom nie życzę żeby ich dzidzia przez to przechodziła. Bo wierz mi ze jest ciężko pomóc takiemu maluszkowi. . Życzę szczęśliwego rozwiązania i szybkiego porodu. I oczywiście męża przy boku.. bo u nas sprawdził się mąż w tej roli idealnie. pozdrawiam

    • Reply
      SiostryADiHD
      13 grudnia 2017 at 11:20

      Dziękuje Ewelino 🙂
      Taaak JAcek będzie ze mną cały czas, a nawet na noc zostanie w szpitalu 🙂

  • Reply
    Mamuśka2017
    12 grudnia 2017 at 15:00

    Nie brałam udziału w lekcjach szkoły rodzenia a to dlatego że miałam przy sobie mamę najlepsza nauczycielke, też dlatego że moja ciąża była dość zagrożona a więc od 5 miesiąca siedziałam w domu.
    Pierwsza kąpiel była czymś niesamowitym, maluch nie płakał i odrazu polubił się kąpać.

    • Reply
      SiostryADiHD
      12 grudnia 2017 at 19:15

      A to też super sytuacja, kiedy masz mamę obok siebie 🙂
      ZObaczymy jak nasza kąpiel…

    Leave a Reply