Jedzenie

Ślimaki, żabie udka, zupa cebulowa czyli smakowity Paryż

Siostry ADiHD Paryż

Paryż z poziomu mojego podniebienia, czyli kuchnia francuska.

Francja to kraj, który słynie między innymi z kuchni. Doświadczenia kulinarne to jeden z przyjemniejszych aspektów bytowania we Francji. Zastanawiałam się na wstępie jakiego podziału dokonać. Na dni, czy też dania? Ostatecznie zdecydowałam się by skupić uwagę na poszczególnych posiłkach: śniadaniach, obiadokolacjach oraz przekąskach typowych dla tej części Europy.

Uwielbiam śniadania!

Uważam, że to najważniejszy posiłek dnia, a co za tym idzie, muszą być pożywne! I takie właśnie we Francji są.
Klasycznie każde śniadanie jest podawane w akompaniamencie świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Zawsze z karty wybieraliśmy różne pozycje, tak by spróbować jak najszerszego wachlarza dań. Jajka w każdej formie to podstawa – jako jajecznica, omlet, czy sadzone, towarzyszą każdemu śniadaniu. Te drugie smakowały mi najbardziej w wersji z szynką i żółtym serem.

Największe jednak wrażenie zrobiło na nas śniadanie w Buvette, w knajpce zlokalizowanej trochę poza utartymi przez turystów szlakami. Udało się nam dotrzeć do lokalu na chwile przed otwarciem, co na całe szczęście zagwarantowało nam wolne miejsce, bo już piętnaście minut później restauracyjka była wypełniona po brzegi. Sama ilość przybywających tam ludzi z pobliskich domostw sugerowała, że będzie smacznie. I było! Zjedliśmy ciemne, opiekane pieczywo z pastą avocado, ricottą oraz jajkiem na twardo. Idealna kompozycja! Ten sam chleb posmarowany grubą warstwą masła orzechowego z kawałkami bakalii, polany miodem i posypany świeżymi jeżynami zatrząsł w podstawach naszymi kubkami smakowymi i pozostawił nas w tym przyjemnym szoku kulinarnym jeszcze na długą chwilę.\

Obligatoryjnym towarzyszem wszystkich śniadań jest oczywiście croissant z dżemem oraz wyśmienita kawa. Śniadania wyglądały podobnie każdego dnia. Pieczywo, jajka, kawa, soki, dżemy i pasty. Należy napomknąć, że nie były to niestety zbyt tanie posiłki. Za śniadanie dla dwóch osób musieliśmy zapłacić od 60 do 80 Euro. Jednakże, nie ograniczaliśmy się specjalnie, wybierając wiele pozycji z karty. Myślę, że przy bardziej sprecyzowanych potrzebach można spokojnie zamknąć się w 30 Euro

Obiadokolacje oraz francuskie specjały.

Co do obiadokolacji, nie byłam zbyt oryginalna, zamawiałam zazwyczaj to co jadam w Polsce, czyli sałatkę Cezar z bagietką. Odstępstwem od tego był burger w dość typowym dla Francji wydaniu, w pysznej bułce oraz z wybornym sosem serowym. Wszystko to uzupełniały frytki, które były serwowane w gazetach.

Oczywiście nie mogło zabraknąć typowych francuskich przysmaków, takich jak żabie udka, ślimaki, czy zupa cebulowa. Co do tych pierwszych byłam sceptycznie nastawiona. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, ponieważ niewiele różni się to mięso od kurczaka. Jedyny aspekt przysparzający trochę kłopotów, to ilość małych kosteczek, spomiędzy których trzeba wygrzebywać znikome ilości pokarmu. Chyba jednak zostanę dalej fanką kurczaka. Ślimaki jeszcze słabiej do mnie przemawiały. Skojarzenia zakorzenione w polskiej kulturze nie są zbyt apetyczne. W smaku oraz konsystencji okazały się zbliżone do owoców morza. Według mnie, najbliżej im do muli, które lubię bardzo. Zanurzone w oleju z czosnkiem i innymi przyprawami, smakowały mi bardzo i ochoczo z pomocą bagietki wyczyściłam garnuszek. Na co dzień nie jadam cebuli, robi mi się od niej ciężko na żołądku i nie jestem wielką fanką jej zapachu. Jednak francuska zupa cebulowa, zapieczona z serem i podana standardowo z bagietką, zachwyciła mnie swoim smakiem. Jak się okazuje, schematy są po to by je łamać. Fenomenalne doświadczenie kulinarne.

Zupełnie przypadkiem trafiliśmy do restauracji baskijskiej. To trochę inna kuchnia – cięższa. Ja zamówiłam kurczaka z ryżem. Jacek specjalność knajpy. Na jego ogromne danie, podane w metalowej brytfannie, składały się ziemniaki, boczek, schab wieprzowy, to wszystko zalane sosem serowo-śmietanowym i zapieczone pod pierzyną z mieszanki żółtych serów. Powalająca mieszanka, jednak naczynie zostałoe wyczyszczone do ostatniego kęsa. Pyszne!

Na jedzenie wydaliśmy lwią część budżetu przeznaczonego na wyjazd. Jednak to właśnie przebywanie w knajpkach, restauracjach i barach, pozwala na chwilę przestać czuć się jak turysta. Zamówić lokalne piwo, zagadać kelnera, pogawędzić z parą siedzącą obok. Popatrzeć na przemykających w pośpiechu ludzi. Zatrzymać się w biegu pomiędzy jednym zabytkiem, a kolejną atrakcją. Człowiek dzięki takim chwilom dowiaduje się więcej o danym kraju, niżeli z jakiegokolwiek przewodnika. Atmosferę tych miejsc tworzą także kelnerzy, którzy zasługują na osobny akapit. Nie są to młodzi studenci dorywczo pracujący w zawodzie. To ludzie z natury otwarci, pomocni i zabawni. Pokutujące w Polsce przekonanie o nieuprzejmych i niechętnych do używania języków obcych francuzach przeszło do lamusa. Chętnie rozmawiają po angielsku, co jest ogromnym plusem!

Oczywiście nie możemy zapomnieć o alkoholu. W końcu miałam wakacje! Chardonnay spożywałam chyba codziennie. Idealnie pasowało do preferowanych przeze mnie dań. Jacek jednak pozostał wierny swoim przekonaniom i zdecydowanie bardziej radowała go whiskey.

Reasumując, Paryż mi jak najbardziej smakował! Nie zawiodłam się ani razu. Nie bez kozery sławny francuski pisarz stwierdził “Everything ends this way in France – everything. Weddings, christening, duels, burials, swindling, diplomatic affairs – erything is a pretext for a good dinner.” Co w wolnym tłumaczeniu znaczy “Wszystko się kończy w ten sposób we Francji. Wszystko. Wesela, chrzciny, pogrzeby, pojedynki, sprawy dyplomatyczne – wszystko jest pretekstem do dobrej kolacji.” – Jean Anouilh . A czy Wy jedliście coś ciekawego, pysznego, nietypowego w tym kraju?

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply